Powrót
Inflacja

Bylund: Wskaźnik CPI i prawo Goodharta: czy miary ekonomiczne stają się sofizmatami?

0
Per Bylund
Przeczytanie zajmie 4 min
Bylund_ Wskaźnik CPI_i_prawo_Goodharta_czy_miary_ekonomiczne_staja_sie_sofizmatami
Pobierz w wersji
PDF

Źródło: thedailyeconomy.org

Tłumaczenie: Mateusz Czyżniewski

Kiedy Henry Hazlitt pisał w Ekonomii w jednej lekcji, że „ekonomia jest nawiedzana przez więcej sofizmatów niż jakakolwiek inna znana człowiekowi dziedzina”, wiedział, o czym mówi. Sofizmatów ekonomicznych jest mnóstwo — i są one bardzo popularne. Co gorsza, ekonomiczny analfabetyzm zdaje się tylko narastać. Po części wynika to z tego, że ekonomiści zbyt mocno starają się być naukowi i pomagać decydentom w inżynierskim zarządzaniu gospodarką.

Wielu uznaje za oczywiste znane słowa Lorda Kelvina, że „gdy możesz zmierzyć to, o czym mówisz oraz wyrazić za pomocą liczb, to coś o tym wiesz; lecz gdy nie możesz tego zmierzyć, bądź nie możesz tego wyrazić w liczbach, twoja wiedza jest mizerna i niezadowalająca”. Ten sentyment został przyjęty przez wielu przedstawicieli nauk — zarówno przyrodniczych, jak i społecznych — a także przez ekonomistów.

Ostatecznie bez możliwości wykorzystania matematyki i analizy statystycznej nauka nie byłaby w stanie wnieść zbyt wiele nowej wiedzy. Istnieją jednak granice użyteczności miar. Jak sugeruje prawo Goodharta: „Gdy miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą”.

W gruncie rzeczy, w dziedzinie ekonomii jeszcze gorzej, ponieważ stosowanie miar może być — jak można argumentować — jedną z przyczyn powszechnego analfabetyzmu ekonomicznego.

Przykładem są częste odniesienia do inflacji w prasie biznesowej. Eksperci chętnie zauważają, jak wszystko — od słabnącego popytu, przez szoki podażowe, po politykę handlową — zmieni stopę inflacji. Podobnie mówi się o wzroście gospodarczym, który rzekomo może być nie tylko generowany przez politykę gospodarczą, lecz wręcz nią „powodowany” lub uzależniony od wydatków rządowych — niezależnie od tego, na co te pieniądze zostają wydane.

Oba przypadki pokazują, jak rozumienie ekonomii cierpi z powodu tego, co rozpoznał Charles Goodhart. Inflacja i wzrost gospodarczy są realne oraz są pojęciami ekonomicznymi o faktycznym znaczeniu. Aby je badać, ekonomiści stworzyli konstrukty statystyczne — odpowiednio CPI i PKB — mające przybliżać te pojęcia. Oba są jednak niedoskonałe.

Inflację ekonomiści rozumieli dawniej jako ogólny wzrost cen wynikający ze zmniejszenia się siły nabywczej pieniądza. Stąd słynne twierdzenie Friedmana, że „inflacja jest zawsze i wszędzie zjawiskiem pieniężnym”. Ceny zawsze się wahają, ale to po prostu wynik mechanizmu cenowego rynku. Inflacja była czymś odrębnym: wpływem na ceny jako całość wynikającym z manipulowania pieniądzem — zasadniczo z jego fałszowania.

Wzrost gospodarczy wyjaśnia wzrost bogactwa narodu, które ekonomiści rozumieją jako zdolność produkcyjną. Gdy ta zdolność rośnie, gospodarka może łatwiej zaspokajać potrzeby konsumentów. W rezultacie jesteśmy bogatsi.

1468x1071.png

W obu przypadkach miary są zasadniczo wadliwe, choć dają pewien wgląd w zmiany w czasie danych wielkości. CPI wychwytuje część ogólnego wzrostu cen, lecz patrzy na rezultat, nie rozpoznając jej przyczyny. To wprowadziło w błąd zarówno ekspertów, jak i laików, prowadząc ich do przekonania, że wzrost cen zawsze oznacza inflację. Tymczasem wzrost cen może mieć wiele przyczyn, często całkowicie normalnych efektów występujących wcześniej w łańcuchu produkcji.

Smutnym skutkiem próby mierzenia samego rezultatu jest na przykład to, że wojna wpływająca na produkcję „tworzy inflację”. Ale wyższe ceny ropy nie są inflacją. Żaden rozsądny ekonomista nie uznałby tego kiedyś za poważną tezę, a dziś przedstawia się ją jako rzekome „spostrzeżenie”.

Podobnie PKB daje pewne wyobrażenie o zdolności produkcyjnej gospodarki, ale obejmuje też wydatki rządowe na rzekome dobra publiczne, które są silnie subsydiowane lub dostarczane „za darmo”. Innymi słowy, wygląda to tak, jakby wydatki rządowe, niezależnie od tego, na co idą pieniądze, „tworzyły wzrost”, ponieważ zwiększają PKB.

Takie wydatki nie muszą faktycznie zwiększać zdolności produkcyjnej — mogą nawet szkodzić produktywności — a mimo to będą interpretowane jako „wzrost gospodarczy” z powodu swojego wpływu na statystyki.

Oba przypadki pokazują, jak działa prawo Goodharta — i jak w rzeczywistości podważa ono nasze rozumienie ekonomii.

Łatwo to rozpoznać w sposobie, w jaki rzekomi eksperci twierdzą, że ceny maksymalne lub jakakolwiek próba kontrolowania cen przez rząd (zwykle przez zakaz wysokich cen) „walczą z inflacją”, albo że marnotrawstwo rządowe (z samego faktu wydatkowania) „przyczynia się do wzrostu gospodarczego”. Skupiają się wyłącznie na oficjalnej statystyce, która pierwotnie była słabą miarą dobrze rozumianego pojęcia ekonomicznego, oraz na wszystkim, co wpływa na tę statystykę. Samo rozumienie pojęcia niemal znika.

W praktyce idą dalej i po drodze wymyślają nowe ekonomiczne sofizmaty, aby sprawiać wrażenie przenikliwych.

Ekonomia pozostaje więc nawiedzana przez sofizmaty. Zamiast je rozpraszać lub dostarczać wiedzy przydatnej dla polityki, niektóre wskaźniki ekonomiczne i ich analizy prowadzą do analfabetyzmu ekonomicznego.

Źródło ilustracji: Pixabay

Kategorie
Inflacja Polityka pieniężna Teksty Tłumaczenia Wzrost gospodarczy


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Smolarek_Popytowo-podażowe-przyczyny-inflacji-na-przykładzie-Polski.jpg

Prace Dyplomowe

Smolarek: Popytowo-podażowe przyczyny inflacji na przykładzie Polski

Praca magisterska napisana na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

Piętak_Jak-należy-myśleć-o-inflacji.jpg

Inflacja

Piętak: Jak należy myśleć o inflacji?

Do refleksji nad tym zjawiskiem zmusza bieżąca sytuacja...

Barron_Sześć-mitów-o-pieniądzu-i-inflacji_male.jpg

Pieniądz

Barron: Sześć mitów o pieniądzu i inflacji

Patrick Barron przedstawia sześć najczęściej występujących mitów ekonomicznych, które często ukazują się w najpopularniejszych mediach. Każdy mit został krótko opisany, a następnie pobieżnie skonfrontowany z rzeczywistością przedstawioną z perspektywy Austriackiej Szkoły Ekonomii.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.