Powrót
Interwencjonizm

Warzecha: Raport Instytutu Misesa to wiadro zimnej wody na głowy etatystów 

0
Łukasz Warzecha
Przeczytanie zajmie 6 min
Warzecha_Raport Instytutu Misesa to wiadro zimnej wody na głowy etatystów 
Pobierz w wersji
PDF

Jednym z najbardziej irytujących fałszów, pojawiających się regularnie w mediach i wypowiedziach polityków, jest stwierdzenie, że Państwo „straciło”, ponieważ zmalały z jakiegoś powodu wpływy do budżetu. Tym samym bogactwo państwa zostaje utożsamione z wielkością jego budżetu. Gdyby konsekwentnie prowadzić to rozumowanie, trzeba by dojść do wniosku, że najbogatsze jest państwo, w którym budżet całkowicie przejmuje pieniądze obywateli – co jest oczywistym nonsensem nawet dla ideowych etatystów. Tak oczywiście nie jest. Państwo bogate to takie, w którym bogaci są obywatele, a nie budżet.  

W raporcie o Dniu Wolności Sektora Prywatnego dr Mateusz Benedyk przypomina sprawę zupełnie podstawową – ale jest to niezbędne, aby odbiorcy raportu w ogóle zrozumieli, czemu wskaźnik Dnia Wolności służy i co pokazuje: że państwo jako dystrybutor zasobów jest z zasady gorsze niż gdy te zasoby pozostają w dyspozycji obywateli, którzy sami decydują, na co chcą je przeznaczyć. Można oczywiście wskazywać pojedyncze dziedziny, należące zwykle do podstawowych zadań państwa, w których można przyjąć, iż to ono powinno nasze pieniądze wydawać. Klasyczna teoria państwa opisuje te obszary dość wąsko: to przede wszystkim bezpieczeństwo wewnętrzne, zewnętrzne, wymiar sprawiedliwości, prowadzenie polityki zagranicznej i niezbędna administracja państwowa. Ale już nie wiele spośród tych kwestii, które dzisiaj bezrefleksyjnie uznaje się za podobnie podstawowe funkcje państwa, czyli na przykład ochrona zdrowia czy edukacja.  

Dzień Wolności Sektora Prywatnego powinien nam uświadomić, że praca na państwo i praca dla siebie nie jest tym samym. Gdy pracujemy dla siebie, to my decydujemy, na co wydamy zarobione pieniądze. My najlepiej wiemy, co jest nam potrzebne albo co sprawia nam przyjemność. Gdy pracujemy na państwo, decydują o tym politycy, a my nie mamy wiele do powiedzenia. Jedyny moment, gdy w jakiś sposób możemy wyrazić nasze zdanie na temat podejmowanych przez nich decyzji, to wybory. Jest to jednak w dużej mierze iluzja. Nie dlatego nawet, że nasz pojedynczy głos znaczy niewiele, ale dlatego, że trudno sobie wyobrazić, aby politycy z któregokolwiek ugrupowania byli w stanie znacząco ograniczyć pazerność państwowego behemota. Wymagałoby to bowiem przeciwstawienia się utartemu paradygmatowi i pójścia ostro pod prąd, co czasami dla przedstawicieli elity jest trudne nawet w warunkach kryzysu, a cóż dopiero, gdy sytuacja wydaje się względnie stabilna.  

Nie znaczy to jednak, że informacja o tym, ile czasu musimy dla państwa pracować, jest sztuką dla sztuki. Jest wręcz przeciwnie: to realny argument, pozwalający wywierać nacisk na polityków. Radykalnego zwrotu zapewne nie spowoduje, ale może przynajmniej sprawić, że marsz w niekorzystnym kierunku zostanie przyhamowany, a może nawet nastąpi choćby niewielki odwrót.  

Wskaźnik prezentowany przez Instytut im. Ludwiga von Misesa jest tym cenniejszy, że bazuje tylko na części PKB, której wartość wynika z mechanizmu rynkowego. Jak pisze dr Benedyk: „Szkopuł w tym, że statystyka PKB w produkcji uwzględnia też usługi produkowane przez państwo, pomimo że nie mają one rynkowych cen analogicznych do dóbr w sektorze prywatnym. Urzędy statystyczne w tej sytuacji przyjmują po prostu, że dobra produkowane przez państwo warte są tyle, ile się na nie wyda pieniędzy”.  

Dla każdego, kto rozumie, jak działa gospodarka na najbardziej podstawowym poziomie, to stwierdzenie nie będzie szokiem, a jednak bardzo często zapomina się o tej oczywistości: państwo nie funkcjonuje w logice rynkowej. W wielu dziedzinach jest monopolistą, w innych nawet jeżeli nim nie jest, to nie gra na tych samych zasadach co prywatni uczestnicy danego sektora (tak jest na przykład w edukacji) choćby dlatego, że jednocześnie to ono ustala reguły. Jest zatem jednocześnie graczem i sędzią. Dlatego wyłączenie z PKB przy konstruowaniu wskaźnika tej właśnie grupy usług czy dóbr, dla których nie da się ustalić rynkowej ceny, czyni wyliczany parametr bardziej miarodajnym.  

Inna ważna kwestia to wzięcie pod uwagę całości płaconych przez nas danin, nie tylko bezpośrednio opłacanych podatków. Na co dzień zapominamy, że oddajemy państwu nie tylko to, co wynika z naszego zeznania podatkowego czy formularzy ZUS.  

Przy takich kryteriach rezultat może szokować: 229 pracy na państwo to zdecydowana większość roku, 18 sierpnia przypada wyraźnie po jego połowie. Ta gorzka pigułka byłaby może nieco łatwiejsza do przełknięcia, gdyby polskie państwo w zamian dostarczało nam wysokiej jakości usług, a przede wszystkim, gdyby znaczna część obywateli nie odnosiła wrażenia, że państwo to jest im fundamentalnie wrogie. To pierwsze nie jest jednak możliwe, bo z samej swojej istoty im szerszy zakres działania państwa, tym gorszej jakości to, co dostarcza obywatelom. Rozproszenie zasobów urzędniczych, których naturalnym zadaniem nie jest tworzenie usług czy towarów, musi skutkować coraz słabszą jakością tego, co dostajemy w zamian za przekazywane pieniądze. Urzędnicy nie są – inaczej niż przedsiębiorcy – nagradzani za osiąganie przewagi rynkowej, lojalność klientów, dobrą jakość produkcji, dającą korzyści konkurencyjne. Nie mają zatem motywacji, jaka jest podstawą działania przedsiębiorcy. 

To drugie – kwestia stosunku obywateli do państwa – jest bardziej skomplikowanym zagadnieniem, bo pojawia się na styku ekonomii, socjologii i psychologii społecznej. W ostatnich latach zjawisko mocnego resentymentu wobec państwa zaczęło objawiać się u coraz większej grupy obywateli, znajdując swoje odbicie również w sondażach, pokazujących brak gotowości do obrony kraju. Gdy obywatele mają świadomość, jak ogromne pieniądze przekazują do wspólnej kasy, a następnie widzą, że te pieniądze są faktycznie wykorzystywane przeciwko nim – trudno, aby nie zaczęli mieć wątpliwości co do sensowności takiego układu. Dla przykładu: najpierw obywatelowi odbierana jest znacząca część jego dochodów, aby następnie sfinansować z tego działalność Krajowej Administracji Skarbowej, która potem wysyła do tego samego przedsiębiorcy inspektorów, czyhających na najmniejsze potknięcie, żeby nałożyć jak najwyższy mandat. Kilka takich historii pojawiło się w ostatnim czasie. Na podobnej zasadzie funkcjonuje wiele innych państwowych struktur i instytucji. 

Te 229 dni pracy na państwo to zatem nie tylko ogromne obciążenie, które zaczyna przynosić obiektywnie szkodliwe skutki ekonomiczne, opisywane przez dr. Benedyka w jego raporcie. To również mniej wymierne rezultaty w postaci postępującej erozji lojalności podatników wobec własnego państwa, co w krytycznych sytuacjach może przynieść opłakane skutki. Bardzo przy tym rozumieć trzeba, że jest to proces nieuchronny. Inaczej mówiąc – nie jest możliwe, aby państwo kazało nam na siebie pracować ponad pół roku (czy nawet „tylko” pół roku) i aby zarazem ów proces radykalnego spadku zaufania do państwa nie następował. Fakt, że politycy tego czynnika właściwie nie uwzględniają, pokazuje tylko, do jakiego stopnia są zafiksowani na pomnażaniu wpływów do budżetu, aby następnie wydawać je w ramach typowej dla współczesnych demokracji korupcji wyborców, działając głównie we własnym interesie.  

Raport Instytutu Misesa powinien być wiadrem zimnej wody na głowy tych, którym zdaje się, że obciążenia w Polsce są umiarkowane, a klin podatkowy niewielki. Taka teza zaś pojawia się regularnie. Nie piszę, że to wiadro zimnej wody powinno otrzeźwić centralistów i etatystów, bo w ich oprzytomnienie ani trochę nie wierzę. 

Unknown.jpg
Kategorie
Interwencjonizm Raporty Teksty


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

229 dni pracy na państwo Raport Dnia Wolności Sektora Prywatnego

Raporty

Benedyk: Po co liczyć, kiedy przypada Dzień Wolności Sektora Prywatnego? 

Pomimo tego, że analiza ekonomiczna wskazuje na liczne problemy z efektywnością produkcji rozmaitych dóbr przez państwo i wskazuje na trudności ze skuteczną kontrolą trafności alokacji zasobów przez państwo, obserwujemy tendencję do rozrostu państwa na różnych płaszczyznach

229 dni pracy na państwo Raport Dnia Wolności Sektora Prywatnego

Raporty

Benedyk: Jak obliczyć, kiedy przypada Dzień Wolności Sektora Prywatnego? 

Przy konstrukcji wskaźnika pokazującego obciążenie gospodarki polityką fiskalną zdecydowałem się właśnie na tę „kompromisową” Higgsowską miarę. Stąd też pochodzi sama nazwa wskaźnika – Dzień Wolności Sektora Prywatnego. Prywatnego

229 dni pracy na państwo Raport Dnia Wolności Sektora Prywatnego

Raporty

Benedyk: Dlaczego w Polsce Dzień Wolności Sektora Prywatnego wypada tak późno?

W tabeli rzuca się smutna i ważna ewolucja – Polska przeszła z grona państw, które wydają przez aparat państwowy relatywnie mało w Unii Europejskiej, do grupy wydającej mniej więcej tyle, ile wynosi unijna średnia.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.