Źródło: thedailyeconomy.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Prowadzenie dyskusji między ekonomistami jest niezwykle istotne – pozwala nam one wyostrzyć nasze myślenie, podważać założenia i udoskonalać opracowywane koncepcje – łatwo zapomnieć, jak trudna i nieintuicyjna wydaje się ekonomia dla laików. Pojęcia, z którymi mamy do czynienia na co dzień, często w skróconej lub domyślnej formie, mogą wydawać się niejasne, a nawet absurdalne dla osób niebędących specjalistami. Z tego względu warto nie tylko nawiązywać kontakt z osobami, które choć nie mają formalnego wykształcenia ekonomicznego, wnosząc do dyskusji ciekawość i praktyczną wiedzę, to często jest to również bardzo ożywcze doświadczenie.
W zeszłym roku odpowiedziałem na uwagę, którą podzielono się ze mną po wykładzie, inicjując inspirującą rozmowę. Skomentowałem również popularne memy ekonomiczne, które zazwyczaj pojawiają się w mediach społecznościowych. Podczas niedawnej konferencji wygłosiłem wykład na temat dedolaryzacji i porozumienia Mar-a-Lago. Podczas sesji pytań i odpowiedzi ktoś podszedł do mikrofonu i zapytał: „Kiedy w końcu będziemy mieli sztywny kurs dolara?”. Następnie zaś kontynuował, argumentując, że pieniądze, czy to dolary, euro, funty angielskie czy franki szwajcarskie, są jednostkami miary. Akceptowanie ich wahań jest podobne do pozwalania, aby cale lub godziny zmieniały się w nieprzewidywalny sposób w miarę upływu czasu... czyż nie?
Żyjemy w świecie, który w coraz większym stopniu kształtują dane, ich kwantyfikacja oraz opracowane bazując na nich wskaźniki. Z tego powodu istnieje pokusa, aby traktować jedno z dóbr, z którymi mamy do czynienia na co dzień – a mianowicie pieniądze – jak kolejną jednostkę miary, podobną do cala w przypadku długości, sekundy w przypadku czasu, czy funta w przypadku wagi. Jednak pieniądze nie są i nigdy nie były miarą wartości ekonomicznej w taki sam sposób, jak inne jednostki, które są stałe i uniwersalne. Jeden dolar nie jest równoważny jednemu calowi. Nie stanowi on stałej ani standardu w czasie, przestrzeni lub okolicznościach. Pieniądze są instytucją społeczną, której znaczenie i wartość zawsze zależą od szerszego kontekstu gospodarczego, politycznego i kulturowego.
Dodatkowym źródłem niejasności jest funkcja pieniądza jako „jednostki rozliczeniowej” (oprócz funkcji środka wymiany i środka przechowywania wartości). Pieniądze są wykorzystywane do wyceny towarów, wyodrębniania warunków transakcji w czasie oraz ułatwiania porównań ekonomicznych, mimo że ich siła nabywcza może ulegać zmianom w czasie. Jednostka miary natomiast jest stałym standardem, który ma pozostawać niezmienny.
Jednostka rozliczeniowa na pozór przypomina narzędzie pomiarowe. Ceny są wyrażane w dolarach. Analizujemy wartość, koszt i bogactwo w kategoriach pieniężnych. Porównujemy wynagrodzenia, szacujemy majątki, obliczamy i klasyfikujemy PKB — wszystko to przy użyciu pieniądza jako domyślnej jednostki miary. Jednak podobieństwo to jest mylące. W przeciwieństwie do jednostek miary, które są definiowane przez stabilne właściwości fizyczne lub logiczne danych zjawisk, „jednostka” pieniężna — dolar, euro, jen — nie jest oparta na żadnej niezmiennej stałej, ale na kruchym konsensusie, w którym pośredniczą rządy, banki centralne, rynki i osoby fizyczne.
Prawdziwa jednostka miary musi spełniać kilka kryteriów: musi być uniwersalna, powtarzalna i odporna na kaprysy czasu i polityki. Cal na Florydzie to cal na Alasce. Minuta na zegarze słonecznym jest koncepcyjnie taka sama jak minuta na smartfonie. Kilogram w 1965 i 2025 roku waży w praktyce tyle samo, mimo że w 2019 roku definicja uległa zmianie na opartą na tzw. stałych fundamentalnych — dla większej precyzji i uniwersalności. Jednostki są powiązane ze stałymi fizycznymi lub abstrakcyjnymi, ale trwałymi standardami. Natomiast wartość pieniądza nieustannie się zmienia — nawet jeśli jego nazwa pozostaje taka sama.
Rozważmy inflację. Siła nabywcza dolara w 1925 r. znacznie różniła się od siły nabywczej dolara w 2025 r. (dla ciekawskich, spadła o 95 procent). Nawet w okresach stosunkowo niskiej inflacji siła nabywcza dolara stopniowo spada — w sposób niezauważalny, ale zdecydowany. Gdyby pieniądze były prawdziwą jednostką miary, ta zmienność sprawiłaby, że nie nadawałyby się do tego celu. Wystarczy wyobrazić sobie, że w momencie dostawy drewna z tartaku, zgodnie z umową, jego długość różni się w zależności od tego, kto je zamówił lub od aktualnej fazy cyklu gospodarczego. Handel uległby załamaniu. Umowy nie zostałyby zrealizowane. Projekty zostałyby zmienione, anulowane lub pozostałyby niedokończone.
Co ważne, nie chcemy, aby pieniądze były stałą jednostką, tak jak metr lub kilogram. Chcemy, aby pieniądze ulegały wahaniom — zwiększały i zmniejszały swoją wartość a zatem siłę nabywczą — ponieważ to właśnie dzięki tym zmianom pieniądze pełnią jedną ze swoich najważniejszych funkcji: informują o warunkach gospodarczych. Przekazywanie informacji o względnych zmianach cen w odpowiedzi na podstawowe warunki dyktowane przez zmiany podaży i popytu jest jednym z kluczowych celów pieniądza. Odzwierciedla on niedobór lub nadmiar zasobów, pilność potrzeb, zmieniające się preferencje konsumentów oraz ryzyko postrzegane przez kredytodawców i inwestorów. Idealnie stabilny dolar, czasami nazywany dolarem sztywnym, byłby dolarem martwym — niezdolnym do sygnalizowania niczego nowego.
W tym sensie pieniądze nie są miarą, ale nośnikiem informacji: ich użyteczność nie polega na stałości, ale raczej na reaktywności. Kiedy cena pszenicy rośnie w stosunku do ceny kukurydzy lub praca staje się droższa w jednym sektorze niż w innym, zmiany cen przekazują informacje, które skłaniają przedsiębiorców do realokacji kapitału, producentów do dostosowania skali oraz metod produkcji, a konsumentów do zmiany swoich wydatków. Gdyby dolar był znormalizowaną, sztywną jednostką — taką jak mila — nie byłby w stanie zarejestrować i odzwierciedlić tych zmian. Uniemożliwiłoby to proces ustalania cen i zakłóciłoby mechanizmy koordynacyjne gospodarki rynkowej.
Niestabilność ta odzwierciedla polityczny i instytucjonalny charakter pieniądza. Jednostki miary są zazwyczaj zarządzane przez organy naukowe — na przykład Narodowy Instytut Standardów i Technologii wraz z Biurem Miar i Wag — a nie przez banki centralne czy organy ustawodawcze. Jednak podaż pieniądza, stopy procentowe determinujące jego dostępność oraz instytucje regulujące jego emisję podlegają pobudkom politycznym, ramom ideologicznym i presji ekonomicznej. Władze monetarne zmieniają swoją politykę w odpowiedzi na oczekiwania inflacyjne, mandaty dotyczące zatrudnienia, kryzysy geopolityczne i kwestie wyborcze. Wynikające z tego wahania wartości pieniężnej nie są błędami systemu, lecz jego immanentnymi cechami charakterystycznymi.
Co ważniejsze, pieniądze nie istnieją w izolacji. Są nierozerwalnie związane z kredytem, długiem i zaufaniem instytucjonalnym. Dolar nie jest po prostu „rzeczą”, ale dorozumianą umową społeczną – która ma znaczenie tylko wtedy, gdy inni ją akceptują i traktują jako wartościową. Kontrastuje to wyraźnie z jednostkami takimi jak sekunda czy kilogram, które nie wymagają zaufania, aby funkcjonować jako standardy. Nie trzeba mieć zaufania do Rezerwy Federalnej, aby wiedzieć, jak długo trwa minuta, ale cała użyteczność dolara zależy od oczekiwań dotyczących przyszłości, zaufania do emitenta oraz funkcjonujących systemów wykupu i wymiany.
Ta zależność od przekonań i konsensusu społecznego oznacza, że znaczenie pieniądza jest zawsze subiektywne. Ekonomiści często nazywają to problemem wartości „nominalnej”, idąc w kontrze do tzw. do wartości „realnej”. Chociaż na metce może widnieć cena 100 dolarów, bez kontekstu liczba ta niewiele nam mówi o rzeczywistej wartości towaru lub usługi. Co oznacza 100 dolarów, gdy bochenek chleba kosztuje 1 dolara? Coś zupełnie innego niż w przypadku, gdy ten sam bochenek kosztuje 10 lub 50 dolarów. Żadna taka niejasność nie dotyczy jednostek fizycznych. Cal jest zawsze calem, a dolar o danej silne nabywczej jest tylko dolarem do jutra, kiedy to może nie wystarczyć na zakup tego, co wczoraj.
Czy zatem dolar w systemie standardu opartego na metalach szlachetnych jest prawdziwą miarą? W końcu, jeśli jest on powiązany ze stałą ilością złota lub srebra, czy nie zapewnia to stabilności i uniwersalności, które kojarzymy z jednostkami miary? Nie, ponieważ nawet w systemie standardu złota dolar nie jest definiowany przez stałą fizyczną w taki sam sposób, jak metr jest definiowany przez prędkość światła. Jego wartość nadal zależy od wymienialności, zaufania do mechanizmów wykupu oraz zdolności i gotowości władz monetarnych do utrzymania wymienialności. Historia pokazuje, że standard złota mógł być i był zawieszany, manipulowany lub porzucany w sytuacji napięć fiskalnych lub presji politycznej. W praktyce powiązanie z towarem nie przekształca pieniądza w miarę; jedynie wiąże jego symbolikę z innym zmiennym aktywem — aktywem, które samo reaguje na zmieniające się oczekiwania, odkrycia, produkcję i popyt.
Pieniądze są towarem takim jak każdy inny, gdyż muszą być produkowane, poszukiwane i wymieniane — są one jednak towarem szczególnym, ponieważ ich podstawowa wartość nie leży w ich konsumpcji czy wykorzystaniu do celów produkcji, ale w powszechnej akceptacji jako środka nabywania innych towarów. Ich funkcja jako środka wymiany sprawia, że w wyjątkowy sposób ułatwiają one koordynację w czasie, przestrzeni i na rynkach. W przeciwieństwie do naukowo zdefiniowanych jednostek miary, takich jak decybele lub długości Plancka, dolar przechowywany w bankomacie lub portfelu nie jest biernym standardem wartości, ale aktywnym podmiotem gospodarczym, wywierającym wpływ na płynność, popyt i szeroki rynek dolarów dzięki możliwości jego wykorzystania.
Współzależność między pieniędzmi a cenami najlepiej rozumieć jako serię współczynników wymiany — dynamicznych relacji odzwierciedlających, ile jednego dobra lub usługi trzeba poświęcić, aby uzyskać inne, przy użyciu pieniądza jako pośrednika. Pieniądze nie służą jako stała miara, ale jako kanał, poprzez który nieustannie negocjowane i wyrażane są względne niedobory, preferencje konsumentów i oczekiwania całego rynku.
Rozróżnienie to ma znaczenie, ponieważ iluzja pieniądza jako miary zniekształca myślenie ekonomiczne. Sprzyja ono przekonaniu, że możemy precyzyjnie porównywać wartości w czasie i przestrzeni, podczas gdy w rzeczywistości wszelkie takie porównania są zafałszowane przez zmieniające się kursy walut, zmieniające się poziomy cen i ewoluujące normy społeczne. Sprzyja to błędnemu poleganiu na agregatach monetarnych, tak jakby odzwierciedlały one rzeczywistą produkcję gospodarczą lub dobrobyt ludzki w prosty sposób.
Postrzeganie pieniądza jako miary oznacza pominięcie jego istoty jako ludzkiej konwencji ukształtowanej przez instytucje, podlegającej wpływom przekonań i podatnej na manipulacje. Jest on narzędziem koordynacji, a nie miarą wartości. Postrzegając dolara jako miarę „wartości”, zaciemniamy złożoną, dynamiczną naturę systemu monetarnego i ryzykujemy podejmowanie decyzji, zarówno osobistych, jak i politycznych, w oparciu o zasadniczo błędną analogię.
Pieniądze ułatwiają wymianę i budowanie różnorodnej formy bogactwa, umożliwiając pośredni handel i specjalizację, jednocześnie służąc jako swego rodzaju wspólny mianownik, który umożliwia kalkulacje ekonomiczne i wycenę w złożonej, szybko ewoluującej gospodarce. Pieniądze są żargonem, flagą semaforową, dźwignią i wpisem w księdze rachunkowej: ściśle uwarunkowanym artefaktem interakcji społecznych. Zrozumienie ich prawdziwej natury zaczyna się od obalenia mitu, że są one lub powinny być jednostką miary. Nie są. Uświadomienie sobie tego jest niezbędne, aby najpierw dostrzec, a następnie przejrzeć niezliczone iluzje dotyczące ceny, wartości i bogactwa we współczesnym świecie.
Źródło ilustracji: Pixabay
