Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Artykuł ten jest 28 rozdziałem książki Waltera Blocka Defending the Undefendable, wydanej przez Mises Institute w Alabamie w 2018 r.
Już od dawna podejrzewa się, że firmy celowo produkuje gorsze produkty. Zakłada się, że biznesmeni nie chcą wytwarzać wysokiej jakości, trwałych produktów. Zamiast tego wytwarzają tandetne rzeczy z „wbudowanym” lub „zaplanowanym” postarzeniem. Kiedy produkty te się zużywają, należy je wymienić, dzięki czemu producenci pozostają na rynku i dalej prosperują. Ta idea, zawsze obecna w naszej świadomości, choć nieco ukryta, kilka lat temu dokonała niepotrzebnego, ale szeroko nagłośnionego powrótu dzięki publikacji książki Vance'a Packarda „Waste Makers”[1].
Teoria „celowego” postarzania jest błędna. Wraz z nadejściem ruchu ekologicznego i zwolenników neo-maltuzjańskiej teorii zerowego wzrostu populacji, obalenie tego błędnego przekonania jest ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Według zwolenników teorii przeludnienia mamy lub wkrótce będziemy mieli zbyt wysoką populację w stosunku do zasobów Ziemi. Zdaniem ekologów obecnie marnujemy (czyli marnuje system wolnorynkowy) zasoby, które posiadamy. W opinii jeszcze innych osób celowe postarzanie jest tragicznym, całkowicie niepotrzebnym elementem tego marnotrawstwa. Wszystkie te grupy razem stanowią intelektualne, moralne, a nawet fizyczne zagrożenie dla zdrowej i rozsądnej gospodarki.
Ważnym punktem wyjścia dla krytyki jest stwierdzenie oczywistej prawdy. Tworzenie produktu we „właściwy” sposób, tak aby nie zużył się „przedwcześnie”, albo kosztuje więcej, lub też nie jest realizowane. Produkt jest tandetny, ponieważ producent instruuje pracowników, aby wytwarzali towary gorszej jakości, lub robi to, gdyż jest to tańsze.
Prawdziwym przykładem postarzenia produktu jest sytuacja, w której produkcja gorszej jakości produktu nie przynosi żadnych oszczędności. To tak, jakby w skądinąd solidnym towarze umieszczono bombę zegarową. Konsument nie wie o tym, ale przedmiot ma się „ulec samozniszczeniu”. Praktyka ta jest ewidentnym marnotrawstwem. W języku ekonomicznym oznacza to, że społeczeństwo rezygnuje z towarów wyższej jakości, które nie mają alternatywnych zastosowań.
Takie zachowanie nie ma jednak miejsca w prywatnej gospodarce rynkowej, ponieważ nie jest ono ukierunkowane na utrzymanie się w niej. Przedsiębiorcy, którzy angażują się w tego rodzaju planowane starzenie się produktów, zmniejszą swoje zyski, zwiększą straty i ostatecznie zbankrutują. Niektórzy klienci z pewnością przestaną kupować produkty od firmy, która sprzedaje towary gorszej jakości po standardowych cenach, i będą korzystać z usług innych firm, które sprzedają towary standardowej jakości po tych samych cenach. Firma, o której mowa, straci klientów, nie uzyskując żadnej rekompensaty w postaci niższych kosztów, a inne firmy zyskają klientów utraconych przez firmę postarzającą produkty.
Jakie byłyby konsekwencje, gdyby wszyscy producenci w danej branży zmówili się w ramach kartelu, aby wytwarzać produkty niskiej jakości w celu zwiększenia sprzedaży gorszych zamienników? Wydaje się oczywiste, że każdy producent będący stroną porozumienia odczuwałby silną pokusę, aby podnieść jakość wytwarzanych przez siebie towarów — innymi słowy, aby oszukać porozumienie. Ponieważ gdyby wszyscy inni wytwarzali produkty tej samej niskiej jakości (zgodnie z umową), a on wytwarzałby produkty tylko nieco lepsze, zyskałby klientów i zwiększył swoje zyski. Biorąc pod uwagę motywację zysku (która była bodźcem dla kartelu), członkowie prawdopodobnie nie będą przestrzegać umowy.
Po drugie, przedsiębiorcy spoza porozumienia kartelowego będą mieli ogromną pokusę, aby wejść do branży. Wytwarzając produkty nawet nieco lepsze od tych wytwarzanych przez producentów z kartelu, przyciągną nowych klientów i kolejne zyski.
Co paradoksalne, siły dążące do rozbicia kartelu stawałyby się silniejsze wraz z rosnącym sukcesem kartelu. Im silniejszy kartel, tym większy spadek jakości produktu. Im niższa jakość, tym łatwiej byłoby przyciągnąć klientów konkurencji. Do czego mógłby doprowadzić nawet niewielki wzrost jakości produktu.
Również reklama przyspiesza proces rozbijania karteli, które próbują ograniczać jakość produktów. W istocie reklama zapobiega ich powstawaniu. Reklama buduje marki i związaną z nimi dobrą reputację. Marka oznacza określony poziom jakości towarów. Jeśli firma dopuści do pogorszenia jakości swoich produktów, traci dobrą reputację, na którą wydała miliony.
Niezależne agencje ratingowe, takie jak Consumers Union, również zapobiegają tworzeniu się karteli i rozbijają je, jeśli już powstaną. Ściśle kontrolując jakość towarów, agencje ratingowe informują opinię publiczną nawet o niewielkim pogorszeniu jakości.
Wreszcie, nawet jeśli wszyscy członkowie przestrzegają porozumienia i nie wkraczają osoby z zewnątrz, postarzenie produktów nadal ma większe szanse na niepowodzenie niż sukces. Nie jest bowiem możliwe, aby wszyscy producenci ograniczyli jakość w dokładnie takim samym stopniu. Ci, którzy ograniczają jakość w najmniejszym stopniu, nieuchronnie zyskają lepszą reputację, więcej klientów i silniejszezyski. Rynek będzie nadal stanowił swoisty poligon doświadczalny, eliminując firmy produkujące towary gorszej jakości. Niepowodzenie oznacza bankructwo, a jego zaliczenie oznacza przetrwanie.
Wydaje się więc oczywiste, że na wolnym rynku kartele nie mogą funkcjonować. Jednak, jesli rząd zainterweniuje, mogą przetrwać, a wraz z nimi może zachodzić postarzanie produktu. Na przykład, gdy rząd ustanawia ograniczenia dostępu do branży przypominające system cechowy, sprzyja to tworzeniu karteli, ponieważ zniechęca do konkurencji. W ten sposób chronione są interesy podmiotów już działających w danej branży. Wszelkie porozumienia, które firmy zawarły między sobą wcześniej, mogą być utrzymane. Jeśli uzgodnili oni, w ramach polityki, ograniczenie jakości produkcji, polityka ta ma szansę odnieść sukces. Skutki udziału rządu można zaobserwować w wielu dziedzinach. Weźmy na przykład medycynę. Rząd, na wniosek Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego (AMA), z powodzeniem zakazał stosowania akupunktury. Praktycy akupunktury zagrażali pozycji licencjonowanych lekarzy, a AMA, funkcjonujące jako kartel, wywierało na nich ogromną presję. Było to oczywiście zgodne z ogólną polityką utrzymywania wysokich wynagrodzeń lekarzy niezależnie od jakości świadczonych usług. W ten sam sposób psychologowie i psychiatrzy, z pomocą rządu, nękają praktykujących, którzy stanowią dla nich konkurencję. Starają się oni zakazać działalności wszystkim tym (liderom grup spotkań itp.), którym sami nie udzielili licencji na wykonywanie zawodu.
Zatrudnienie
Rząd czasami uniemożliwiał również działanie sił wewnętrznych, które miały na celu rozbicie karteli. Kartel kolejowy jest tego dobrym przykładem. Członkowie kartelu kolejowego uzgodnili ograniczenie ilości usług, aby wymusić wzrost cen. Jednak, jak można było przewidzieć, wraz ze wzrostem cen zmniejszyła się liczba pasażerów. Każda ze spółek kolejowych zaczęła próbować przyciągnąć klientów innych spółek, obniżając ceny oferowanych usług. Oczywiście doprowadziłoby to do rozbicia kartelu. W rzeczywistości obniżki cen przybrały formę rabatów. Jednak zamiast pozwolić na kontynuowanie tej praktyki, a tym samym zrujnować kartel generującymarnotrawstwo, rząd zakazał stosowania rabatów kolejowych. Branża kolejowa do dziś nie podniosła się z tego ciosu.
Trzecim sposobem, w jaki rząd przyczynia się do problemu postarzania produktów, jest wspieranie firm, które ze względu na niską jakość produkowanych towarów nie są w stanie przetrwać konkurencji na rynku. Wiele dotacji, które rząd udostępnia przedsiębiorcom, służy jedynie wspieraniu firm, które podupadają, ponieważ nie są w stanie zaspokoić potrzeb swoich klientów.
Rozważmy teraz drugą alternatywę, czyli przypadek, w którym poprawa jakości produktu wiąże się z większymi kosztami. Analiza jest tutaj dokładnie odwrotna. Tego rodzaju planowane starzenie się produktów ma miejsce na nieograniczonym rynku każdego dnia, ale nie jest to bynajmniej marnotrawstwo ani bezsensowne działanie! Jest to nieodłączny element wyboru jakości oferowanej konsumentom.
Rozważmy następującą hipotetyczną tabelę kosztów opon samochodowych i oczekiwanej żywotności każdej opony.
|
Marka |
Koszt |
Przeciętna trwałość |
|
Opony A |
10 dolarów |
rok |
|
Opony B |
50 dolarów |
dwa lata |
|
Opony C |
150 dolarów |
pięć lat |
Przy zakupie opon konsument ma do wyboru opony wyższej jakości i droższe lub opony niższej jakości i tańsze. Oczywiście nie można oczekiwać, że opona za 10 dolarów będzie służyć tak długo jak opona za 150 dolarów! Została ona wyprodukowana w taki sposób, aby fizycznie szybciej się zużywała. Można to nazwać „planowanym postarzaniem”. Ale gdzie jest marnotrawstwo? Nie ma żadnego. Producenci tanich opon nie wykorzystują bezradnego rynku konsumenckiego. Nie zmuszają ludzi do kupowania towarów niskiej jakości. Wytwarzają to, czego ludzie chcą. Gdyby niektórzy producenci opon niskiej jakości zostali przekonani przez ekologów, że ich produkty są „marnotrawstwem zasobów” i zaprzestali ich produkcji, cena dostępnych nadal opon niskiej jakości po prostu wzrosłaby, ponieważ popyt nadal by istniał, a podaż spadła. To z kolei wywarłoby nieodpartą presję na producentów, aby powrócili (lub po raz pierwszy wkroczyli) na rynek opon niskiej jakości, ponieważ relatywne zyski w tym segmencie zaczęłyby rosnąć. W ten sposób rynek dążyłby do zaspokojenia potrzeb konsumentów.
Skromny papierowy talerz może posłużyć jako kolejny przykład obrazujący, że „postarzanie produktu” nie jest marnotrawstwem, gdy produkty niskiej jakości są tańsze w produkcji, niż produkty wysokiej jakości. Kto wpadłby na pomysł, aby winić producentów papierowych talerzy za „postarzanie”? Jednak w przypadku talerzy mamy do czynienia z taką samą kombinacją jakości i ceny, jak w przypadku opon. Można kupić, w coraz wyższych cenach, talerze papierowe, talerze plastikowe o różnej jakości, talerze ceramiczne i gliniane, a także talerze z porcelany najwyższej jakości.
Rzeczywiście dziwnym jest, że ludzie obwiniają zaplanowane starzenie się za awarie swoich samochodów, a nie za szybkie zużycie się papierowych serwetek. Jednak w obu przypadkach dostępne są alternatywne produkty wyższej jakości, po wyższych cenach. Wybór należy do konsumenta. Tak jak nie ma większego sensu narzekać, że samochody niskiej jakości psują się, tak samo nie ma sensu narzekać, że papierowe kubki nie są zbyt trwałe. Produkty tańsze nie są produkowane tak, aby były tak trwałe jak produkty droższe! Właśnie dlatgo kosztują mniej. Oczywiste jest, że planowane postarzanie produktu, odzwierciedlające wybór konsumenta, nie jest marnotrawstwem.
Ale czy niska jakość sama w sobie nie jest marnotrawstwem, ponieważ zużywa nasze zasoby? Nawet jeśli planowane postaranie produktu nie stanowi problemu w przypadku papierowych talerzy, to czy same papierowe talerze, ze względu na zużycie drewna, nie są przypadkiem marnotrawstwem zasobów?
Problem z takim podejściem polega na tym, że zakłada ono, iż produkty niższej jakości zużywają więcej zasobów niż produkty wyższej jakości. Oczywiście, im niższa jakość produktu, tym większe prawdopodobieństwo, że konieczna będzie jego wymiana lub naprawa. Z drugiej jednak strony produkty wyższej jakości zużywają więcej zasobów na samym początku! Problem polega na wyborze między wysokimi nakładami początkowymi i niewielkimi nakładami późniejszymi w przypadku produktów wysokiej jakości, a niskimi nakładami początkowymi i większymi nakładami późniejszymi (naprawy, wymiany) w przypadku produktów niskiej jakości.
Na wolnym rynku to konsumenci decydują między tymi alternatywami. Produkowane są produkty, które są najmniej marnotrawne z punktu widzenia konsumentów. Jeśli konsumenci uznają, że biorąc pod uwagę szybkie zmiany w modzie, kupowanie odzieży, która wytrzymuje pięć lub więcej lat, jest marnotrawstwem, producenci uznają za bardziej opłacalne produkowanie mniej trwałej, tańszej odzieży. Gdyby rynek tego wymagał, producenci oferowaliby odzież wykonaną z papieru. Podobnie, gdyby konsumenci chcieli samochodów, które będą służyć dłużej, producenci oferowaliby je. Gdyby konsumenci chcieli, aby były one wyposażone we wszystkie obecne dodatki i udogodnienia, producenci oferowaliby je po wyższej cenie. Gdyby konsumenci zdecydowali się na to, producenci oferowaliby je po tej samej cenie, co samochody niższej jakości, ale bez dodatkowych opcji.
Ponadto na wolnym rynku „wyczerpywanie się” zasobów nie stanowi poważnego zagrożenia. W miarę pojawiania się niedoborów automatycznie pojawiają się potężne siły rynkowe, które je korygują. Na przykład, gdyby doszło do niedoboru drewna, jego cena wzrosłaby. W konsekwencji konsumenci kupowaliby mniej produktów wykonanych z drewna. Producenci staraliby się zastąpić drewno innymi materiałami, tam gdzie to możliwe. Szafki, meble, łodzie itp. byłyby produkowane z innych, tańszych materiałów. Opracowano by nowe, prawdopodobnie syntetyczne materiały jako substytuty drewna. Większą uwagę poświęcono by recyklingowi nagle bardziej wartościowego „zużytego” drewna. Na przykład stare gazety byłyby poddawane obróbce chemicznej i ponownie wykorzystywane przy większym nakładzie pracy. Wzrost ceny drewna stanowiłby zachętę dla przedsiębiorców do sadzenia większej liczby sadzonek i intensywniejszej pielęgnacji lasów. Krótko mówiąc, w przypadku niedoboru jednego lub nawet kilku zasobów gospodarka wolnorynkowa automatycznie się dostosowuje. Dopóki nie ingeruje się w jej mechanizm dostosowawczy, czyli system cenowy, zasoby te zostaną zastąpione innymi, tańszymi i bardziej dostępnymi, a te, których brakuje, będą bardziej oszczędzanie.
Ale co by się stało, można zapytać, gdyby nie tylko jeden lub kilka, ale wszystkie surowce uległyby wyczerpaniu? Co by się stało, gdybyśmy jednocześnie wyczerpali wszystkie nasze zasoby? To temat rodem z science fiction, więc aby się z nim zmierzyć, będziemy musieli sami oddać się fantazji. Nie powinniśmy jednak zakładać, że wszystko w magiczny sposób zniknie z powierzchni ziemi. W takim przypadku nie mielibyśmy nic pomocnego do zaproponowania.
Aby nadać sens tej wizji, nie będziemy zakładać, że wszystkie zasoby nagle znikną lub że Ziemia nagle się skurczy i wyschnie, ale że zasoby gospodarcze zostaną zużyte i zamienią się w popiół, odpady i pył. Na przykład nie będziemy zakładać, że węgiel całkowicie zniknie, ale że zostanie zużyty i zastąpiony popiołem, pyłem, zanieczyszczeniami i pochodnymi chemicznymi procesu spalania. Założymy również, że wszystkie inne zasoby zostaną „wykorzystane” w tym samym sensie, to znaczy staną się dla nas bezużyteczne.
Aby poradzić sobie z tym koszmarem, należy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, istnieją uzasadnione powody, by sądzić, że wraz z wyczerpywaniem się obecnych źródeł energii zostaną odkryte lub wynalezione nowe. Nie ma powodów, by zakładać, że tak się nie stanie. Ludzkość przeszła od epoki kamienia łupanego, przez epokę brązu, do epoki żelaza. Kiedy wyczerpały się zasoby węgla, zaczęto wykorzystywać ropę naftową. Po ropie naftowej pojawią się inne źródła energii, prawdopodobnie energia jądrowa. Ignorowanie tego zjawiska technologicznego oznaczałoby całkowite wypaczenie problemu.
Po drugie, musimy zdać sobie sprawę, że bezpośrednim i pośrednim źródłem całej energii jest słońce. Jest ono źródłem każdego rodzaju energii obecnie wykorzystywanej i będzie źródłem wszelkich rodzajów energii, jakie nasza technologia może wyprodukować w przyszłości. Jednak samo słońce nie będzie istnieć wiecznie. Kiedy zniknie, zniknie również ludzkość, chyba że będziemy wystarczająco zaawansowani technologicznie, aby albo ponownie zasilić słońce, albo przenieść się na inną planetę z młodszą gwiazdą. To, czy będziemy dysponować technologią umożliwiającą osiągnięcie tego celu, gdy nadejdzie odpowiedni moment, zależy od wyborów, których dokonujemy obecnie. Jeśli będziemy eksploatować zasoby Ziemi, wykorzystywać je, znajdować dla nich zamienniki i wyciągać wnioski z takiej eksploatacji, nasza technologia będzie się nadal rozwijać. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy kierować się strachem i nie będziemy wierzyć w naszą zdolność do sprostania wyzwaniom, będziemy gromadzić zasoby, które obecnie posiadamy, i nie będziemy się dalej rozwijać. Chowając głowę w piasek, będziemy czekać, aż słońce zgaśnie i świat się zakończy, rezygnując z zaawansowanej technologii, która tylko zwiększyła populację i eksploatację zasobów, jakie oferuje Ziemia.
Źródło ilustracji: pixabay

