Powrót
Monopole i zmowy cenowe

Block: Błędne argumenty za prawem antymonopolowym

0
Walter Block
Przeczytanie zajmie 8 min
Block_Błędne argumenty za prawem antymonopolowym
Pobierz w wersji
PDF EPUB MOBI

Źródło: fee.org 

Tłumaczenie: Jakub Juszczak 

Nie potrzeba wiele wysiłku, by przejrzeć zablokowanie fuzji JetBlue i Spirit Airlines, za którym stoi decyzja administracji Bidena. Ostatnia z wymienionych firm jest na skraju bankructwa — ma 1,1 miliarda dolarów długu. Dodatkowo, stoi przed nią wyzwanie wypełnienia porozumienia pracowniczego podnoszącego płace pilotów o 34%, a ponadto ma problemy z wadliwymi silnikami Pratt & Whitney. JetBlue zaproponował w tej sytuacji wykup tego przedsiębiorstwa za 3,8 miliarda dolarów. Razem, oba te podmioty miałyby 10,5% udziału w rynku, co dałoby im piąte miejsce w branży. 

Niezwykle trudno jest dostrzec logikę stojącą za tą negatywną decyzją dotyczącą fuzji przedsiębiorstw, chyba że uwzględni się chęć ochrony udziału w rynku tzw. wielkiej czwórki czyli firm: Delta (17,7% udziału w rynku), American (17,2%), Southwest (16,9%) i United (16,1%). 

W ostatnim czasie decyzja ta nie była jedyną ingerencją w swobodę działalności gospodarczej ze strony administracji Bidena. Należy wymienić jeszcze zablokowanie przejęcia firmy Grail przez biotechnologicznego potentata Illumina w transakcji o wysokości 7,1 miliarda dolarów. Biurokraci rządowi doprowadzili również do zerwania umów między przewoźnikami lotniczymi Alaska i Hawaiian, między sieciami spożywczymi Kroger i Albertsons oraz między gigantami parków rozrywki Six Flags i Cedar Fair. Zatem, pracowali w pocie czoła by zrujnować amerykańską gospodarkę. 

Zatrute korzenie prawa antymonopolowego 

Istnieje co najmniej kilka uzasadnień dla takiej ingerencji ze strony ustawodawcy. Wynikają one z teoretycznego modelu mikroekonomicznego, który był wtłaczany do głów młodych adeptów ekonomii uniwersyteckiej przez ostatnie dziesięciolecia. Na jego podstawie wyłoniły się cztery oskarżenia kierowane w stronę tak zwanego „monopolu”. 

Po pierwsze, cena pobierana przez monopolistę będzie wyższa niż cena pobierana na doskonale konkurencyjnym rynku. Ale co jest tak złego w wyższej cenie produktu samej w sobie? Za Maserati płaci się więcej niż za gumę do żucia. Czy powinniśmy prawnie karać dostawców samochodów? Oczywiście, że nie. Efektywność ekonomiczna — a także sprawiedliwość — wymaga cen ukształtowanych w oparciu o mechanizm podaży i popytu, które odzwierciedlać będą rzadkość i subiektywną użyteczność dobra. Zatem, nie powinniśmy dążyć wyłącznie do minimalizacji cen za wszelką cenę. 

Po drugie, monopolista wyprodukuje mniejszą ilość towarów niż przemysł doskonale konkurencyjny. Należy jednak zwrócić uwagę, że ilość luksusowych samochodów jest znacznie mniejsza niż kawałków gumy do żucia. Czy powinniśmy się tym martwić, a potem próbować rozwiązać jakoś ów „niedobór”? Nie bądźmy naiwni. Ograniczanie produkcji nie jest niczym negatywnym, jeżeli tylko decyzja ta pochodzi ze strony producenta. 

Po trzecie, monopolista będzie osiągał zyski w stanie równowagi, gdy firmy w branży doskonale konkurencyjnej nie będą w stanie tego osiągnąć. Zyski są jednak nieodłączną częścią systemu wolnej przedsiębiorczości. Dzięki nim gospodarka może w ogóle funkcjonować. Sygnalizują one bowiem przedsiębiorcom, aby inwestowali w te gałęzie gospodarki, w których są oni najbardziej potrzebni konsumentom. Zyski są na swój sposób wołaniem rynku o pomoc. Dławienie ich przypomina narzucanie kontroli ograniczających głośność krzyków w decybelach zgubionym w dziczy turystom. Co więcej, zdaniem tej teorii, jeśli monopol zostanie sprzedany po cenie, która w pełni odzwierciedla bieżącą zdyskontowaną wartość sumy przyszłych dochodów krańcowych, nowi właściciele osiągną zerowe zyski. 

Czwartym, ostatnim i najważniejszym argumentem przeciwko monopolowi jest domniemany efekt zbędnej straty społecznej nim wywołanej (określany czasem jako DWL [ang. deadweight loss]). Twierdzi się, że obszar pod krzywą popytu, znajdujący się pomiędzy ilością dostarczaną przez dwie formy organizacji rynku, jest większy niż ten, który leży poniżej krzywej kosztu marginalnego. Różnica ta stanowi ową stratę rynkową. Konsumenci cenią dodatkową ilość produktu bardziej niż kosztuje producentów jego wyprodukowanie. Stanowi to, o zgrozo, domniemaną błędną alokację zasobów na rynku. 

Jest to jednak całkowicie błędny sposób rozumienia tego zagadnienia. Popełnia się tu błąd, polegający na dokonywaniu interpersonalnych porównań użyteczności, co nie może być traktowane jako poprawne rozumowanie ekonomiczne. Założenie to ma na celu wprowadzenie mechanizmu pozwalającego na porównywanie użyteczności kupujących i sprzedających, nie mogąc jednak uwzględnić nadwyżki producentów lub konsumentów, które są jedynie psychologiczne, a zatem są niemierzalne i nieporównywalne międzyosobowo. 

W wyżej wymienionych przykładach podmiot, który rzekomo przeszkadza działaniu rynku, nazywam monopolistą. Ale precyzyjniej należałoby go określić jako pojedynczego sprzedawcę. Termin „monopolista” powinien być zarezerwowany do celów określenia przedsiębiorstw, które są w stanie stosować przemoc wobec swoich konkurentów takich jak Poczta, dostarczająca przesyłki pierwszej klasy, lub Korpus Inżynierów Armii, który nie musi konkurować z nikim o uzyskanie roboty budowlanej a jednocześnie finansowany jest z pieniędzy podatników. To samo dotyczy związków zawodowych, które mogą zwalniać konkurentów (łamistrajków) za pomocą uzyskanych od państwa przywilejów prawnych. 

darowizna.jpg

A co z dumpingiem cenowym? 

Ale zostawmy już ekonomistów wprowadzających opinię publiczną w błąd w sprawie monopolu. Najczęstszą obawą przeciętnego człowieka jest bowiem to, że jeśli fuzje zostaną przeprowadzone, lub firmy staną się jedynymi dostawcami w swoich branżach, to wywindują ceny i zrezygnują z stawianie na zadowolenie klientów, które wcześniej umożliwiło im osiągnięcie takiej pozycji rynkowej. 

Powszechność tej obawy wynika z błędnej interpretacji sprawy sądowej Standard Oil z New Jersey z 1911 roku. John D. Rockefeller i jego proces sądowy, wykorzystywany jest jako swego rodzaju pałka retoryczna, którą „bije się” zwolenników usunięcia prawa antymonopolowego. Przypomina to dzierżenie krzyża po to, aby odstraszyć wampira. Mówi się, że John D. obniżył swoje ceny znacznie poniżej kosztów lokalnych producentów produktów ropopochodnych. Mógł on faktycznie pozwolić sobie na to, ponieważ finansował straty związane z produkcją z zysków swoich ogólnokrajowych udziałów w rafineriach. Lokalna konkurencja została w ten sposób doprowadzona do bankructwa. Nie mogła konkurować z jego sztucznie zaniżonymi cenami i nie dysponowała żadnymi zewnętrznymi źródłami finansowania tego nieuczciwego cięcia cen narzuconych przez Rockefellera. Następnie nasz Rockefeller podnosił windował i przechodził do następnego regionu. Ostatecznie stał się właścicielem niemal całej branży rafineryjnej w kraju. Na szczęście pojawiło się prawo antymonopolowe. W przeciwnym razie źli monopoliści przejęliby całą gospodarkę. A przynajmniej tak głosi rozpowiadana powszechnie, straszna historyjka. 

Tyle, że nie do końca tak było, co zauważa John McGee w swojej błyskotliwej analizie. Prawdziwe źródło sukcesu Standard Oil, jak pisze, nie miało nic wspólnego z takimi nieuczciwymi, lokalnymi machinacjami związanymi z dumpingiem. Ogromny sukces wynikał raczej z faktu, że Rockefeller mógł rafinować ropę naftową znacznie skuteczniej i taniej niż jego konkurenci. W rezultacie tych działań był on w stanie obniżyć ceny i przynieść korzyści konsumentom. 

Autor artykułu, Walter Block, znany jest z obrony niepopularnych zawodów i stanowisk, odwołując się do argumentacji ekonomicznej. Oto przykład:

Tłumaczenia

Block: W obronie spekulanta

A czy Jedna Wielka Firma nie przejęłaby całej gospodarki? 

Po drugie, podnosi się zarzut, że bez rządowych regulacji jedna duża firma rządziłaby całą branżą — a być może przejęłaby cały kraj, nie tylko branżę naftową, ale także fast foody, sklepy spożywcze, produkcję samochodów, samolotów itp. Zarzuca się, że przedsiębiorstwa takie zniszczyłyby wszystkich mniejszych konkurentów — gdyby ktoś nie pracował dla jednego z tych gigantów lub nie byłby jego klientem, to nie miałby pracy w ogóle i w skutek tego taka osoba nie mogłaby nic kupić. 

Jedynym sposobem, w jaki firmy mogą odnieść sukces na wolnym rynku, jest składanie lepszych, a nie gorszych ofert swoim pracownikom, klientom i dostawcom. W momencie, w którym się „uniosą”, jeśli w ogóle to zrobią, i przestaną w wyniku tego dostarczać towary lepszej jakości czy usługi po niższych cenach, zostaną zmiażdżone przez logikę systemu wolnej przedsiębiorczości. Rzekome „ofiary” pójdą więc do kogoś innego, a w miejsce takiej firmy pojawią się nowi przedsiębiorcy. 

Gdyby faktycznie „Jedna Wielka Firma” przejęła całą gospodarkę, stanęłaby przed tymi samymi wyzwaniami, co gospodarka socjalistyczna. Należy przyznać, że ta pierwsza osiągnęłaby swój obecny (hipotetyczny) status w wyniku dobrowolnego procesu rynkowego, na co pozwalamy jako społeczeństwo, ale tylko rozważając hipotetyczny scenariusz, podczas gdy ta druga przejęłaby kontrolę w wyniku przymusu, co stanowi wielką moralną różnicę. Z ekonomicznego punktu widzenia byłyby one jednak nie do odróżnienia. Bez rynku — a nie byłoby go w obu przypadkach — kalkulacja ekonomiczna byłaby niemożliwa. 

Tak zarząd, jak i rząd socjalistyczny nie wiedzieliby i nie byliby w stanie się dowiedzieć, czy odlać szyny kolejowe ze stali czy z platyny. Ta druga technologia, załóżmy, byłaby w jakiś sposób lepsza od tej pierwszej, ale przy braku cen rynkowych nikt z nich nie wiedziałby, że platyna powinna być zarezerwowana do istotniejszych zastosowań rynkowych. Co więcej, przy braku rynkowej stopy procentowej nie mieliby oni sposobu, aby dowiedzieć się, czy zbudować tunel przez górę, czy też zbudować wokół niej autostradę. To pierwsze rozwiązanie kosztowałoby więcej teraz, ale pozwoliłoby zaoszczędzić pieniądze w przyszłości. To drugie rozwiązanie — wręcz przeciwnie. 

Jedna Wielka Firma byłaby „żałosnym, bezradnym olbrzymem” poddanym przytłaczającej konkurencji ze strony grupy Liliputów. Proces ten miałby miejsce na długo przed tym, zanim jakakolwiek firma stałaby się zbyt duża względem swoich możliwości rynkowych, eliminując cały ten scenariusz. (Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, zob. rozważania Murraya Rothbarda zawarte w pracy Ekonomia Wolnego Rynku w rozdziale Integracja pionowa i wielkość firmy, na stronach 487-493 wydania polskiego). 

Czas zakończyć erę prawa antymonopolowego 

Podsumowując nasze rozważania, należy zezwolić na wszystkie wspomniane fuzje. Jeśli przyniosą one finalnie lepszy, bardziej niezawodny produkt po niższej cenie, to wszystko będzie dobrze. Jeśli zaś nie, firmy te stracą swoje przychody i będą musiały ogłosić upadłość. 

Należy jednak wyjść poza konkretne przypadki i dokonać reformy systemu, który pozwala biurokratom zajmującym się centralnym planowaniem określać, które fuzje powinny otrzymać „kciuk w górę”, a które „kciuk w dół”. 

Źródło ilustracji: pixabay

Kategorie
Ekonomiczna analiza prawa Monopole i zmowy cenowe Teksty Tłumaczenia


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Hulsmann_Inflacja-dekretowa-oparta-na-przywilejach-prawnych_male.jpg

Prace Dyplomowe

Sajak: Regulacje antymonopolowe, jako gwarant prawidłowego funkcjonowania gospodarki rynkowej – ujęcie krytyczne

Miło nam zaprezentować kolejną pracę dyplomową związaną z austriacką szkołą ekonomii. Jest to praca licencjacka pana Marka Sajaka „Regulacje antymonopolowe, jako gwarant prawidłowego funkcjonowania gospodarki rynkowej – ujęcie krytyczne” napisana na Wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie pod kierunkiem prof. dr. hab. Krzysztofa Firleja.

Tłumaczenia

Armentano: Krytyczny przegląd teorii monopolu

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych dziedzin ekonomii austriackiej, na której temat toczą się ostre dysputy wśród najbardziej nawet uznanych teoretyków, jest teoria monopolu. Rzeczywiście, jak zobaczymy w niniejszym artykule, nie są to jedynie niuanse semantyczne, ani szczegóły, które nie niosą żadnych teoretycznych implikacji. Są to ważne, a wręcz fundamentalne niezgodności między najznamienitszymi Austriakami, na które złożyły się całkowicie rozbieżne teorie dotyczące definicji monopolu, jego powstania oraz przypuszczalnego wpływu na suwerenność konsumentów i efektywność alokacji zasobów.

DiLorenzo_Mit-monopolu-naturalnego.jpg

Monopole i zmowy cenowe

DiLorenzo: Mit monopolu naturalnego

Twierdzenie, jakoby teorię monopoli najpierw opracowali ekonomiści, a dopiero potem została ona użyta przez ustawodawców do „uzasadnienia” przywileju monopolowego, jest mitem. W rzeczywistości monopole tworzono dziesiątki lat przed tym, kiedy teorię sformalizowali popierający interwencjonizm ekonomiści, którzy użyli jej później jako racjonalizacji ex post dla interwencji państwowej.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.